Warto czytać...
Wyznania niespokojnego medytującego
Barry Boyce styczeń,. 2019

Zdjęcie medytującej osoby często przedstawia kogoś z wymalowanym na twarzy błogim uśmiechem, tak beztroskiego, że wygląda, jakby miał zaraz zacząć unosić się nad ziemią. Dla mnie rzeczywistość nieraz miała się zgoła inaczej. Poprzez medytację nawiązujemy kontakt z niepokojem, który wszyscy ze sobą nosimy, jako żyjące, ludzkie istoty. I właśnie dlatego może być tak pomocna.

Niedługo po tym, jak rozpoczął się mój kontakt z praktyką medytacji, ktoś przekonał mnie do wzięcia udziału w całodziennej sesji medytacyjnej. Powiedzmy, że… no nie było to do końca proste. Dość szybko poczułem się tak, jakbym był uwięziony we własnym ciele. Mój oddech stał się płytki, siedziałem, pocąc się właściwie na całym ciele. Moje oczy niespokojnie przesuwały się po sali. Było to coś więcej niż po prostu problem z usiedzeniem w miejscu.

Podczas przerwy spytałem prowadzącego, dlaczego przechodziłem tak intensywne emocje:

-To niepokój.

-A czego się boję? – spytałem, mając nadzieję na oświecającą mnie odpowiedź.

-To ty mi powiedz.

-Świetnie – jęknąłem.

Zacząłem się jednak zastanawiać nad jego pytaniem, przyglądając się bliżej temu, co działo się podczas medytacji i poza nią. Mimo, że uważałem się za dość wyluzowanego faceta, to zdawałem sobie sprawę z tego, że nerwowość i niepokój były w zasadzie moimi codziennymi towarzyszami. Z zewnątrz prawdopodobnie nikt by tego nie zauważył, ale w środku… oj… maszyna do produkcji nieprzyjemnych emocji była nieustannie włączona. Miałem ciągłe poczucie subtelnego martwienia się.

Doszedłem do wniosku, że ta nieznośna kula emocji, której doświadczyłem podczas medytacji była po prostu ujawnieniem się tego wewnętrznego poruszenia, które zawsze tam było – czy to głęboko w tle, czy zupełnie na pierwszym planie.

Wszędzie czające się niebezpieczeństwo

W kolejnych dniach analizowałem jeszcze głębiej moje doświadczenia i wyglądało na to, że mój niepokój brał się stąd, że widziałem mnóstwo rozciągającego się przede mną czasu – całe życie, usnute nie wiadomo jakimi nieszczęściami i rozczarowaniami, iloma momentami, w którym ktoś złamie mi serce.

W wieku 25 lat przeżyłem już wystarczająco dużo, aby przekonać się o kruchości życia… Doświadczyłem nagłej śmierci mojego taty, „miłość mojego życia” mnie zostawiła, kilka razy, a kariera, którą tak skrupulatnie obmyśliłem, nie potoczyła się tak, jak chciałem. Nic dziwnego, że przyszłość nie wyglądała wtedy kwitnąco.

Jednak jedną z najtrudniejszych rzeczy w niepokoju jest to, że czasami jego przyczyna może być głęboko schowana lub trudna do uchwycenia. Budzisz się w środku nocy z niewyjaśnionym lękiem. Nie jesteś w stanie wrócić do spania, więc twoje myśli wędrują w stronę tego, jakim będziesz wrakiem przez cały kolejny dzień. To pogarsza sprawę jeszcze bardziej, zaczynasz liczyć owce. Wszystkie są czarne.

Nieuniknione i nawet wskazane

Bardzo często zarówno doświadczeni jak i początkujący medytujący kończą sesję myśląc: No… nie czuję się spokojniejszy. W zasadzie to jestem jeszcze bardziej niespokojny! 

 Medytacja sama w sobie nie sprawia, że zaczynasz się niepokoić. Ona kontaktuje cię z tym, co wywołuje w Tobie niepokój. Kontaktuje cię z życiem.

Kiedy siedzisz w miejscu bez widocznych i nagłych zagrożeń dla Twojego bezpieczeństwa i normalny ciąg myśli zaczyna zwalniać, Twoje głębiej ukryte zmartwienia powoli wyłaniają się na powierzchnię: czy Twoja córka znajdzie dość dobrze płatną pracę, co będzie dalej z pogarszającym się zdrowiem mamy, czy wyciągnąłeś długopis ze spodni przed włożeniem ich do prania…

Okazuje się, że chwila obecna nie jest automatycznie miejscem wypoczynku. Jest jakby lekko pochylona do przodu, na skraju tego, co wydarzy się w przyszłości.

Przyjmując to z chwili na chwilę

Podczas medytacji regularnie spotykałem się z procesem myśli leżącym u podstaw wszystkich mentalnych i fizycznych zawirowań, które zaciskały na mnie węzły. Stało się to unikalną okazją do nie myślenia dalej o każdej myśli, ale szybkiego rozpoznania jej jako… tylko myśl. I pójścia dalej. I zauważenia kolejnej myśli. Obserwowałem jak odczuwałem je w ciele, jakie inne pomysły rodziły się z danej myśli. I szedłem dalej.

Na przykład, kiedy pojawiła się myśl, że mogą mi się niedługo skończyć pieniądze, to zauważałem to, rozpoznawałem jako odpowiedź na moją niepewność i ruszałem dalej. Nie musiało to zapoczątkować kaskady innych myśli, które pobudziłyby moje emocje i zrodziły obraz mnie pałętającego się po ulicach. Myśl mogła nawet parokrotnie powrócić, ale nie musiała wywołać mojego niepokoju.

Zacząłem postrzegać myśli mniej jako duże, stałe byty lub monumentalne prawdy - stały się badziej transaprentne. To tak, jak wtedy, gdy ktoś zaczyna ściemniać, a Ty patrzysz na niego i od razu to widzisz.

Skutkiem ubocznym było to, że zacząłem rozkurczać swoją szczękę, a z czasem rozluźniać się cały.

Po kilku miesiącach regularnej medytacji wróciłem do mojego instruktora:

-Jak ci idzie? – spytał.

-No… nadal jestem nieco zwichrowany i trochę się wiercę, ale już nie tak bardzo. To prawie przyjemne.

Roześmiał się.

-To znaczy, że dobre samopoczucie zaczyna Cię trochę ogarniać.

-Tak? No proszę bardzo…

Byłem jako dzieciak, który właśnie dowiedział się o tygodniu wolnego od szkoły. Była w tym ulga.

Druga strona medalu

Gdy następnym razem usiadłem do medytacji… dużo się napracowałem. Tym razem mój umysł był przepełniony tym, jakim stanę się wspaniałym medytującym. Dokładnie odwrotnie do tego razu, kiedy obsesyjnie martwiłem się jak bardzo mi to nie wychodzi. Teraz ogarnęły mnie ambicje, sprawiając, że stałem się niecierpliwy, nadmiernie ochoczy i… niespokojny.

I wtedy w moim umyśle otworzyła się mała przestrzeń. Coś przyciągnęło moją uwagę do instrukcji medytacji i do kolejnego oddechu.

W tamtej chwili, przeżyłem malutkie ‘Wow!’ i moment ‘Aha!’: Nieważne, ile razy zaczynam świrować i uruchamiam ogniowy łańcuch pędzących myśli. Mogę po prostu wrócić tutaj, do oddechu. I zacząć od początku.


Artykuł autorstwa Barry Boyce, streściła i przetłumaczyła Natalia Pietraszkiewicz.

Szkoły w Anglii wprowadzają nowy przedmiot: Mindfulness
Trzyletni program determinujący które techniki działają dla uczniów najlepiej.
Iliana Magra luty,. 2019

Studenci w Anglii uczą się już matematyki, nauk ścisłych i historii, ale kilkaset szkół przygotowuje się do rozszerzenia tradycyjnego curriculum o nowy przedmiot: Mindfulness.

W prawie 370 szkołach w Anglii studenci zaczną praktykować Mindfulness w ramach badania mającego na celu poprawić zdrowie psychiczne młodzieży, poinformował brytyjski rząd w poniedziałek, 4 lutego 2019r.

Będą pracować z ekspertami zdrowia psychicznego, ucząc się technik relaksacji i oddychania oraz innych metod, które mają pomóc im w regulacji emocji – napisano w wiadomościach na stronie rządu brytyjskiego.

Celem programu jest zbadanie, które z podejść działa najlepiej u młodych ludzi w nowoczesnym świecie szybkich zmian. Rząd mówi, że badanie, które potrwa do 2021 roku jest największym tego typu na świecie.

„Jako społeczeństwo jesteśmy o wiele bardziej otwarci na temat zdrowie psychicznego niż kiedykolwiek, ale dzisiejszy świat obarcza dzieci nowymi rodzajami nacisków i presji” – powiedział Minister Edukacji, Damian Hinds.

„Dzieci będą od początku szkoły podstawowej będą stopniowo zapoznawane z kwestiami dotyczącymi zdrowia psychicznego, dobrostanu i szczęścia” – dodał.

Inicjatywa powstała po ankiecie zleconej przez National Health Service (brytyjską narodową służbę zdrowia) z której wynikało, że w czasie badania w 2017 roku, 1 na 8 dzieci w Anglii w wieku pomiędzy 5, a 19 lat cierpiało z powodu co najmniej jednego rodzaju zaburzenia psychicznego.

Ankieta, która została opublikowana w listopadzie, wskazała również na lekki wzrost zaburzeń psychicznych u dzieci w wieku 5 do 15 lat – z 9.7% w 1999 roku do 11.2% w 2017 roku. Najczęstszymi zaburzeniami były depresja i zaburzenia lękowe, które w 2017 roku dotykały 1 na 12 dzieci i nastolatków i występowały częściej u dziewczynek.

Imran Hussain, dyrektor polityki i kampanii brytyjskiej organizacji charytatywnej Działania na rzecz Dzieci, nazwała to „kryzysem zdrowia psychicznego dzieci”.

„Osoby pracujące bezpośrednio z dziećmi i nastolatkami, każdego dnia widzą, jak te walczą z wyzwaniem odnalezienia się w coraz bardziej złożonym, nowoczesnym świecie – zmagając się z takimi problemami, jak wysoka presja w szkole, dokuczanie czy znęcanie się lub problemy w domu, a to wszystko będąc bombardowanym przez social media” powiedział w swoim poniedziałkowym oświadczeniu.

Dodał: “Działania takie jak te (nauka mindfulness) mogą obniżyć lęki i niepokoje, ból i udrękę, jakie przechodzą niektórzy nastolatkowie, ale też zredukować ich potrzebę wsparcia psychicznego w późniejszym czasie.”

Jednak dwie komisje parlamentarne skrytykowały rządowe raporty, na których oparty jest program, za skupianie się na radzeniu sobie z problemami emocjonalnymi, zamiast zapobiegania im. W raporcie wypuszczonym w maju zeszłego roku, Komisja Edukacji, Zdrowia i Opieki Społecznej napisała: „Strategii Rządu brakuje ambicji, nie będzie w stanie pomóc większości tych dzieci, które desperacko pomocy potrzebują, zwiększając ilość pracy nauczycieli.”

“Rola zapobiegania wydaje się być pominiętym elementem w budowaniu wsparcia dla dzieci i młodych ludzi, szczególnie we wczesnych latach życia”, napisała komisja. Uznała, że social media i panujący w szkołach system wysokiej presji egzaminów mogą mieć szczególnie negatywny wpływ na zdrowie psychiczne młodych ludzi.

Jednak dr. hab. Jessia Deighton specjalizująca się w zdrowiu psychicznym i dobrostanie dzieci w University College London, która przewodzi rządowemu badaniu, mówi, że nowa inicjatywa ma na celu zaoferować więcej niż szybkie rozwiązania.

“Istnieje tendencja do myślenia, że rozwiązaniem jest interwencja zakresie zdrowia psychicznego”, powiedziała w poniedziałek. „Chcemy postarać się zredukować stygmatyzowanie problemów ze zdrowiem psychicznym, sprawiając, żeby środowisko szkolne było na ten temat wysoce wyedukowane”.

Poinformowała, że program przewiduje kilka strategii, w tym szkolenie nauczycieli do przeprowadzania ćwiczeń i nauczania technik relaksacji, a także zaproszenie profesjonalistów do grup dyskusyjnych.

„Nie chodzi o sprawienie, że przez chwilę będą czuli się lepiej”, mówi dr Deighton, „ale aby lepiej wyposażyć ich na kolejne lata życia”.


Artykuł autorstwa Iliana Magra, z dn. 4.02.2019. Streściła i przetłumaczyła Natalia Pietraszkiewicz.

Wykorzystana fotografia autorstwa: Lindsay Morris dla The New York Times.


Baza badań FAQ – najczęściej zadawane pytania O kursie MBCT